można pisać :)
cała zawartość serwisu w kilku słowach
o satyrze słów kilka
chyba najlepsze
dresiarzem być..
polityka-wdzięczny temat
zabawnie być alkoholikiem
różne okazje nawet bez okazji
sexualnie,erotycznie,prowokacyjnie i kto wie co jeszcze
w lewo i w prawo
cała reszta bez
tapety bez kleju
trochę parodii komiksowych itp
kilka znanych i nieznanych zmutowanych ołówkiem twarzy
rower, rower, rower itp
tych klientów nie obsługujemy
coś o górskich trasach, trochę recenzji
fakt faktem-rowerowe życie nie tylko na rowerze
o spotkaniach słów kilka
tia....taniej już nigdzie nie znajdziesz
rozdwojenie jaźni LEH XXL
indywidalne wzory malowane aerografem
design rowerowy-naklejki, koszulki i aerograf
coś o grafice komputerowej i praktycznym jej wykorzystaniu
 
Bikerskie zakończenie sezonu na Skrzycznym.  

Jak na szanujących się bikerów przystało postanowiliśmy zakończyć rok 2001 na bikach, w górach a konkretnie w Szczyrku na Skrzycznym. Miało być extremalnie, zjazdowo i odjazdowo.
Co prawda nie mogliśmy tego zrobić w Sylwestra (wcześniejsze plany Sylwestrowe nie pozwoliły nam na to) ale wybraliśmy się w góry w niedzielę, 30 grudnia. Zaczęło się tradycyjnie od tego, że Czajnik (Wojtek) nie zdążył na pociąg. Wojtek rzadko kiedy w ubiegłym sezonie (i nie tylko) potrafił zdążyć na pociąg, a że pociąg to nie samochód i nie poczeka.....niestety pojechaliśmy bez Czajnika (tu specjalne pozdrowienia dla Czajnika – brakowało nam twoich wygłupów, i życzenia – żebyś w przyszłym sezonie już się nie spóźniał, bo ominą Cię taaaakie przygody). Pojechaliśmy więc w czwórkę – Loki (Merida), Wojtek (GT) , Rafał (GT) i ja - Hono (Scott). Dwa fulle kontra dwa hardtaile.
Na ten wyjazd zrobiliśmy sobie (dzięki LOKI!) opony kolcowane, jednak jak się potem okazało w górach było mnóstwo świeżego puchu i kolce nie za bardzo nam się przydały. Sensację już zaczęliśmy wzbudzać na dworcu w Zabrzu i potem w Katowicach (jednak u nas jeszcze w dalszym ciągu rowery zimą i do tego w górach wzbudzają ogromną sensację), a my nie wyobrażaliśmy sobie żeby można było sezon i rok 2001 zakończyć inaczej niż w górach. W Katowicach jak zwykle na wysokości zadania stanęła PKP (chyba wszyscy to znamy) i w składzie pociągu do Zwardonia nie było przedziału „dla podróżnych z większym bagażem” za to był wagon bagażowy a jak wygląda przewożenie bików tymi wagonami wie każdy. I tak dojechaliśmy sobie do Łodygowic, a po drodze widzieliśmy tylko jak „okolica za oknem” jest coraz bardziej zasypana i biała.
W Łodygowicach wyskakując z pociągu wpadliśmy od razu po kolana w świeżo-spadły śnieg (według relacji „tubylców” w nocy spadło go „tylko” 30 cm). Po drodze tradycyjnie już ...złapaliśmy kapcia (tym razem trafiło na mnie). Dojeżdżamy do skrzyżowania w Buczkowicach, a tam...korek samochodów (nagle pół narciarskiej Polski zapragnęło spędzić Sylwestra w Szczyrku). Przewaga dwóch kółek pozwoliła nam szybko rozprawić się z korkiem ( zdziwione twarze ludzi w samochodach ) i dotrzeć pod dolna stację kolejki na Skrzyczne. Tu tradycyjnie – kolejka do kolejki czyli tłum ludzi chcących się dostać na górę. Nie byliśmy (bikerzy) sami – pozdro dla chłopaków z Sosnowca i Będzina (Merida – Bomber, Zaskar z EreŚciakiem i extremalny koleś z Psylo bez rękawiczek i w cienkiej bluzie – nie było mu zimno!!!), którzy do Szczyrku trafili na dłużej niż my. Pojawił się też koleś z W-wy na Konie (Kona Staab), ale on był poza nami – bo miał wejścia do kolejki, umowy z obsługą kolejki itd
My nie mieliśmy żadnych znajomości więc ustawiliśmy się do kolejki....i spędziliśmy w niej następną godzinę. A w kolejce „atmosfera bardzo sympatyczna” okładanie się kijami narciarskimi, wciskanie się przed, przekleństwa itd. Nasze kolce w oponach trochę nam pomogły, bo ludzie woleli nie mieć z nimi (kolcami) zbyt bliskiego kontaktu.
Pogoda zaczęła się robić nieciekawa – słońce gdzieś zniknęło, zaczął wiać nieprzyjemny, zimny wiatr, zaczęło sypać coraz mocniej śniegiem a widoczność im byliśmy wyżej tym bardziej spadała do zera. Na górze nie było widać prawie już nic. Extrema. Wymarzliśmy na kolejce strasznie, poubieraliśmy na siebie wszystko co było możliwe – wyglądaliśmy trochę jak Aliens z innej planety. I dawaj w dół – wybraliśmy zjazd Ondraszkiem – to najdłuższa trasa na Skrzycznym .
Hamulców zero. Ludzi na stoku wręcz przeciwnie – dużo – jedni spoglądali na nas z życzliwością i sympatią innym przeszkadzaliśmy (cóż nie da się zadowolić wszystkich). Było mnóstwo świeżego śniegu i ciągle jeszcze dosypywał więc jazda odbywała się tylko wąskim przetartym przez narciarzy i ratraki pasem, poza nim był tylko puch i tam jeździć już się nie dało.
Po drodze oczywiście mnóstwo gleb – Rafał nawet próbował czegoś w rodzaju „lotu bez roweru między drzewa”, ale na szczęście nie skończyło się to groźnie. Loki natomiast przyczynił się do integracji naszego kraju z Unią Europejską i omijając niemiecką narciarkę, która nagle pojawiła się na jego drodze, lądował przez swoją kierownicę rozwalając o nią (kierownicę, nie Niemkę) wargę. Polała się krew na stoku. W efekcie Loki wrócił do domu z wargą jak Murzyn. Zresztą Loki nie tylko w tym przypadku okazał się rycerski – przy zjeździe czekał cały czas na mnie, czy jeszcze „jestem cała, czy już dojechałam” i udzielał porad jak najlepiej pokonać ten odcinek trasy (wielkie dzięki!). Dojechaliśmy spoceni jak szczury do Hali Jaworzyna, otworzyliśmy szampana, oblaliśmy przy okazji nas i nasze biki, wznieśliśmy toasty „oby następny sezon był jeszcze lepszy...” Na Jaworzynie spotkaliśmy gości z Łodzi – okazało się - bratnie bikowe dusze, tylko tym razem bez bików za to na snowbordach (jeden „maniak” miał nawet na swojej desce naklejki Schwinna).
My znowu kolejką na górę – i znowu replay. W końcu zjechaliśmy na sam dół, chłopcy porobili jeszcze kilka fotek, ale przy śnieżycy i przy zapadającym zmroku niewiele z nich wyszło. Rafał zakończył niezbyt udanie dzień – chciał jeszcze „tylko ostatni raz zjechać z tej ostatniej górki” i zaliczył glebę, skasował przerzutkę i tylnie koło
Trochę żałowaliśmy, że już robi się ciemno i zimno i trzeba wracać do domu. Ale za trzy tygodnie znowu wrócimy tu albo w inne miejsce w górach. Nie da się przez zimę wysiedzieć w domu bez bika. Wilka ciągnie zawsze do lasu – a bikera – w góry.

Autor: Hono (Psyloo)
Ekipa, tym razem w składzie: Sebastian (Loki), Wojtek i Rafał.
.........::::::::::::::::::::Design Leh 2002:::::::::::Współpraca html i java Team Fargo::::::::::.............