|
|
 |
WIOSNA
W ŚRODKU ZIMY czyli WYPAD NA JURĘ KRAKOWSKO – CZĘSTOCHOWSKĄ.
Hmmm....jeszcze dwa tygodnie temu brnęliśmy w zaspach
i odmarzały nam dłonie podczas zjazdów na bikach ze
Skrzycznego, a teraz??? Zrobiła się piękna wiosna w lutym.
I kto by się tego spodziewał??
|
| Ucieszeni
z takiego obrotu rzeczy, szczęśliwi, że bóg wszystkich
rowerzystów – Manitou zesłał nam taką piękną pogodę
przesmarowaliśmy nasze biki, zapakowaliśmy prowiant, narzędzia
i zapasowe dętki (o jak się później nam przydały!!) do
plecaków i w niedzielę, 3 lutego parę minut po piątej rano
zapakowaliśmy się w ósemkę (Loki + Merida, Czajnik +
Merida, Gary + Univega i ja + Scott) do pociągu
zmierzającego w stronę Krakowa. Humory super nam dopisywały
– wiedzieliśmy, że będzie super pogoda no i wreszcie będzie
można poszaleć na bikach w terenie ( po 3 miesięcznej
zimowej przerwie – nie licząc 3 zimowych wypadów ;- ) |
 |
Wysiedliśmy
w Rudawie. Ranek był jeszcze dość chłodny. Jedziemy –
super widoki – powietrze przejrzyste – kolory jak jesienią
– wkoło zaorane pola, wapienne wzgórza, charakterystyczne
dla Jury skałki, a drzewa i lasy rudo – brązowe. Jedziemy
od Rudawy niebieskim szlakiem „Warowni Jurajskich”.
Naszym celem jest Ojców a finisz zaplanowaliśmy w Krakowie.
Może nie jest to zbyt ambitna trasa, ale my nastawieni byliśmy
na „lajtowy” wyjazd – cieszymy się tą wczesną wiosną,
pięknymi widokami i tym, że nie musimy spędzać niedzieli w
mieście. |
 |
No
...wreszcie – niebieski szlak schodzi z asfaltu w teren –
a w terenie BŁOTO!!! Nasze ulubione. Robi się coraz cieplej
– chłopcy zaczynają zrzucać ubrania. Jedziemy już w
koszulkach i getrach letnich i wcale nie dlatego, że takie z
nas twardziele – naprawdę jest ciepło. Niebieski szlak skręca
w stronę Doliny Będkowskiej. Pojawia się kilku pieszych
turystów, których również ładna pogoda wygnała w teren..
Wreszcie wjeżdżamy między skałki – Czajnik i Gary nie
przepuszczą takiej okazji – oglądane zimą sceny znane z
kolejnych części „Krankedów” chcą wypróbować
„na żywo” – patrz foto. Jak się te próby zakończyły
......w każdym razie poważnych strat w sprzęcie i ludziach
nie było. Niebieski szlak wije się malowniczą doliną –
podłoże – jeden wielki mix błota, wody, resztek śniegu i
zmrożonego lodu. Podziwiamy niesamowite kształty skałek po
prawej i lewej stronie wąwozu, wzdłuż ścieżki (Dolina Będkowską
poprowadzony jest również znakowany szlak rowerowy) płynie
potok – o tej porze roku wyjątkowo wartki po roztopach,
tworzy malownicze wodospady. |
 |
Podziwiając
te cuda zjeżdżamy nieświadomie z niebieskiego szlaku na
zielony – droga wiedzie przez las i pnie się pod górę.
Przy wylocie doliny decydujemy się zrobić przerwę na małe
conieco. Jest 3 lutego a my siedzimy na trawie na polarach, w
koszulkach z krótkim rękawem, czujemy błogie ciepełko słonka
na sobie....oo??? nawet muchy się obudziły i krążą nad
nami. Miodzio. Pogoda super!!! Koniec leniuchowania, zbieramy
się i wracamy do miejsca w którym zgubiliśmy szlak. |
| Teraz
mamy z górki. Jedzie się super, trzeba tylko uważać przy
wjeżdżaniu w zakręty, które leżą w cieniu – tam
jeszcze jest lód. Przy końcu doliny błoto totalne –
no prawie po osie. Drogowskaz naprowadza nas do Jaskini
Nietoperzowej a ponieważ wycieczkę dzisiejszą traktujemy
„lajtowo” decydujemy się zwiedzić jaskinie no i zobaczyć
NIETOPERZE!!! Owszem były, ale tak zakamuflowane i wtopione w
tło, że parę razy przechodziliśmy obok nie zauważając
ich. A teraz już do Ojcowa. |
 |
Wjeżdżamy
na teren Ojcowskiego Parku Narodowego – trasa staje się
konkretna i techniczna – śliskie kamienie, mokre liście,
mokre korzenie i gdzieniegdzie lód – to sprawia że Loki,
Czajnik i ja zaliczamy niezłe gleby. Dla Czajnika straty były
najbardziej bolesne (finansowo) : urwany pedał, skasowana
tylnia przerzutka i skrzywiona totalnie klamka hamulca.
Jedziemy Doliną Prądnika – tłumy niedzielnych turystów i
szpanerów a my i nasze biki nieziemsko uwalani błotem –
wzbudzamy ciekawość. Kilka fotek w ciekawych miejscach
malowniczej doliny i czerwonym szlakiem „Orlich Gniazd” do
Krakowa. Czerwony szlak na tym odcinku ma wyjątkowo
„niedzielny” charakter |
 |
Na
rogatkach Krakowa pod tablicą z nazwą miasta robimy pamiątkowe
zdjęcie ale wokół ani żywej duszy więc zdjęcie robimy
„z wyciągniętej ręki” Czajnika. Krążymy po ulicach
Krakowa, dojeżdżamy do Starego Miasta – jest już godzina
17 – zapada powoli zmrok. Czuje się klimat Krakowa, jest
super. Jedziemy nad Wisłę w okolicach Wawelu. Siadamy na ławkach.
Jest błogo. Oceniamy zgodnie wycieczkę na 8 punktów w skali
10stopniowej. Było lajtowo, super pogoda, piękne widoki i
nam humory i dowcip też dopisywał, więc czego trzeba więcej?
Ta wycieczka to też moje pożegnanie z ekipą. Najlepszą
ekipą z jaką kiedykolwiek udało mi się jeździć. Dzięki
Wam, chłopaki! Nasze wspólne wyjazdy to będzie jedna z tych
rzeczy, o których będę zawsze pamiętać i zawsze łezka
zakręci mi się w oku. Czwórka ludzi rozumiejących się bez
słów, zakręconych na jednym punkcie – cudowne dzieci
„dwóch pedałów”. I chociaż każdy z nas miał inny
styl jazdy i co innego go kręciło (freeride, xc, turystka)
nie stanowiło to dla nas problemu. Mam nadzieję, że kiedyś
to powtórzymy. Niech Manitou ma Was w opiece i pozwoli nam
jeszcze kiedyś spotkać się.
Autor: Hono – Psyloo i jej Scott
Moja kochana ekipa w składzie:
Loki (Sebastian) Merida Big Air
Gary (Wojtek) hmm…teraz już chyba team Leader Fox
Czajnik (Wojtek) Merida. |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|