|
|
 |
OSTATKI DH-Szczyrk Październik 2004
|
Kamienie, szybkość, wszechobecna grawitacja, maksymalna koncentracja, błoto na twarzy, skurcze mięsni- po prostu jesienny downhill na zboczach Skrzycznego. Drzewa o tej porze roku chwalą się swoimi kolorami, używają barw żywcem wyjętych z podręcznika o zasadach kompozycji dla ekspresjonistów. Kompozycje te są na tyle zaskakujące, że w powiązaniu z promieniami nisko świecącego słońca momentami oślepiają różnorodnością kolorów i sprawiają, że jazda z górki przypomina poruszanie się po kręcącym się kalejdoskopie. Jesienne słońce wyostrza kolory, rozkłada barwy, wydobywa ukryte wcześniej czerwienie, rozświetla żółcie, drażni nasz zmysł wzroku zachęcając do podziwiania i kontemplowania tego unikalnego okresu.
|
 |
Do
uprawiania DH zaraz po przebudzeniu potrzebny jest :gaz paraliżujący,
żel do włosów, zestaw szybkiego śniadania, ropa w oku i
zbroja . Dla tych co nie potrafią czytać wyjaśnią powyższą
treść językiem migowym |
 |
Mieliśmy
wielkie szczęście, wybraliśmy się na 3 dni w te malownicze
tereny akurat w momencie, kiedy jesień przez chwilę miała
ochotę udawać lato. Trafiliśmy na piękną słoneczną
pogodę, 18 stopni w cieniu, lekki wiaterek, bezchmurne niebo,
warunki idealne do uprawiania Downhillu.
Nie traciliśmy ani jednej chwili z każdego dnia pobytu,
pierwszy raz wyczerpaliśmy wszystkie możliwości zjazdów ze
stoków skrzyczanego- góra, dół, góra, dół… 6 zjazdów
i maksymalne wyczerpanie. I tak każdego dnia z trzech, w których
gościliśmy w Szczyrku.
|
 |
 |
 |
Oczywiście
nie byli byśmy największą grupą pozerów gdyby nie ryba.
Bardziej szczegółowo rzecz ujmując, wpadliśmy na pomysł
zjedzenia smacznego obiadku, ale żeby nie przepłacać
postanowiliśmy upiec sobie rybkę na jednym ze szlaków. I
tak też się stało. W trakcie 6 zjazdu rozpaliliśmy ognisko
miniaturowych rozmiarów, w sam raz takie by móc wsadzić do
żaru przyprawioną wcześniej i zapakowaną w folię kuchenną,
rybkę. 20 minut i żarcie gotowe. Nie ma nic smaczniejszego,
daję głowę. Żadna restauracja nie zapewni takiego smaku
jak smak pieczonej rybki po wysiłku, gdzieś na górskim
szlaku- niebo w gębie. Potem zjazd do centrum Szczyrku i
obowiązkowy browar na zakończenie dnia pełnego wrażeń.
Jeszcze tylko kontemplacja zachodu słońca przełykając
zimne piwo i można wracać do kwater, by wieczorem znów
wybrać się na piwo i rozmawiać o zjazdach i planach
kulinarnych na dzień następny(patrz zdjęcie z kiełbaskami
)
Byliśmy już w wielu miejscach w Polsce, żadna miejscowość
jednak nie zapewnia takich warunków do uprawiania DH jak
Szczyrk; wielość tras, ich zróżnicowanie sprawia, że nie
można się tam nudzić, wyciskając adrenalinę do ostatniej
kropli. I choć baza noclegowa w porównaniu do innych
miejscowości górskich sprawia wrażenie nieco zaniedbanej,
to można przemilczeć ten fakt, bo to tylko drobny szczegół
na tle całej reszty, jaką oferuje ta miejscowość. |
|
|
|
 |
 |
 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
|
|
 |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|